Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - Przybywamy w pokoju

Jan Sz. Szarucki


Oczko lewe, oczko prawe [2]

Tylko chwila minęła od strasznej napaści. Jak sobie poradzić z hańbą, bólem i niewolą? Trzej bracia - ktoś mógłby ich nazwać, rozpoczynając od seniora: Czechem, Lechem i Jugo - każdy po swojemu próbował na to pytanie odpowiedzieć.

 

- Bydło, bydło, bydło! - wrzeszczał najmłodszy z braci. Ledwie nieco do siebie doszedł, już rwał się z powrotem do chaty. Wściekłość kazała mu bezrozumnie rzucić się na potężnych Obrów. Pomścić siostrę! Oczywiście zginąłby z rąk najeźdźców, gdyby starsi, jak wierzgającego szczeniaka nie chwycili go za kark.

- Nikt Obrów lubością nie darzy, ale głośno tak ich nie lżyj - wycedził najstarszy z braci, ciągle walcząc z zaślepionym przez gniew młokosem. - Jeszcze żyjemy. Jeszcze ciągle żyjemy...

- On nie Obrów przezywa bydłem, tylko nas samych. I ma rację... - odezwał się średni.

- Nie bluźnijcie! Walczyć z nimi nie sposób, przecież wiecie o tym! - po raz któryś już najstarszy pouczył młodszych braci. - Niejeden próbował. Kto się im przeciwstawił, ten sam zginął i rodzinę zgubił. Jedyne co można, to zęby zagryźć i trwać...

- Po co trwać? Na co czekać? - na wpół łkał, na wpół warczał młokos. - Aż z nas zupełnie dumę człowieczą wypędzą? Trzeba walczyć!

- Walczyć beznadziejnie i zginąć niechybnie?!

- Choćby i zginąć! Życie w hańbie gorsze niż śmierć!

- Ginąc daremnie matce i siostrze w cierpieniu nie ulżysz.

- Zabiorę je więc na południe - nie ustępował młody. - Tam sojuszników poszukam... Grecy! Grecy w Bizancjum są potężni! Mają wielkich wodzów, którzy mnie w szeregi przyjmą. Z ich mieczem i pod ich rozkazami Obrów w końcu pokonam!

- Tak, jeśli chytrzy Grecy postanowią, poślą cię na Obrów. Poślą cię też na inne ludy, jeśli w tym korzyść dla siebie zobaczą. Może i na nas także. Sam się jak jeden z Obrów okrutny staniesz, a doli niewolnika z siebie nie zrzucisz!

- Boju i zemsty nie odpuszczę! - zacisnął zęby młody. -Tylko z mieczem można sobie godne miejsce na ziemi wywalczyć!

- Widzę, że już zdecydowałeś - smutno pokiwał głową najstarszy. - Siłą cię nie zatrzymam. A ty? Mam nadzieję, że jesteś od młodego rozważniejszy. Zostaniesz ze mną?

- Nie wiem - odrzekł średni.

- Coś zdecydować musisz. Przyjdzie wiosna i nowych ziem pod uprawy trzeba będzie poszukać.

- Tak... - średni zastanowił się poważnie. - Różne drogi przed nami. Jedna na południe, do Greków i pod ich wolę. Druga, dawno naznaczona, do Panonii - pod batem Obrów. Nie, obie mi one niemiłe! Wezmę matkę, siostrę i pójdę na północ od Karpat!

- Chcesz iść w dzicz, mróz i pustkę?!

- Właśnie w dzicz i pustkę.

- Nawet jeśli tam przeżyjesz, wszystko, co nasz lud osiągnął przyjdzie ci wśród głodu zapomnieć! Tam ani pól żyznych ani szlaków kupieckich ani ludzi mądrych. Zdziczejesz i zwierzętom staniesz się podobny! Żaden lud tam długo nie wytrzymał!

- Tak, daleko będę od świata, ale to dobrze. Jeśli tam przetrwam, może wystarczy miejsca i czasu, aby się od Obrów i innych zmór uwolnić. Nauczyć się być samemu sobie panem...

- Każdy więc postanowił! - obwieścił spochmurniały najstarszy. - Gdy śniegi puszczą, rozstaniemy się na zawsze. Matka i siostra same zdecydują za kim pójdą. Tymczasem Obrzy piwa wołają. I trzeba im je podać zaraz, jeśli całą rodziną chcemy doczekać wędrówki!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później