Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wilki, Wikingowie, Waregowie

wikingowie,waregowie

Z początku tylko upiory w nich rozpoznawano. Zjawiali się nocą pośród wód wielkich rzek tam, gdzie rolnicy poczciwi osady pobudowali. Wyłaniali się z mgły okrywającej nurt . Ze swych siedzib położonych nad brzegiem północnego bezkresu wód wyruszali na wyprawy. Czasem w ciszy, czasem chropawa pieśń z ich ust się dobywała. Płynęli zuchwale, nie zważali na osłupiałych rybaków. Zbrojni żelazem ku południu swe łodzie kierowali. Siła i potężna wola z nich biła. Tak wielka, że mądrości nie potrzebowali, a pokorę mieli w pogardzie.

Czasem tygodnie całe mijały, nim na powrót zburzyli wody. Przerzedzeni i skrwawieni, z przeciwnym prądem się zmagali. Osłabieni, lecz z wolą potężną wspomaganą tym, co wieźli ze sobą. Coś tam błyszczało pomiędzy skrzyniami. Złoto, kamienie i pieniądz z odległych krajów! Już się pewniej czuli, między spokojnych Słowian wpłynąwszy, więc spod brwi ściągniętej po sobie patrzyli. To jeszcze nie koniec walki! Jeszcze przed nimi tumult pijatyki. Któremu się największy ochłap zdobyczy dostanie?

Synowie tych zawziętych rozbójników nie do końca w ślady ojców poszli. Już nie mierzyli się z mieczem na największych tego świata. Już zuchwałość w nich przygasła. Zapłonęła za to pełniej inna z żądz. Już teraz dnia nie było, aby widnokręgu nie skalała jakaś łódź płaskodenna o prostym żaglu w pasy zdobionym. Drużyny całe na południe gnały, lecz nie z pieśnią i obietnicą zgrozy, a ze skórami setek dzikich bestii na pokładach. Wracali już nie bogaci najpiękniejszymi dziełami mistrzów, lecz całą masą prostego srebra. Ciągle zdarzało się, że któryś zawadiaka z podróży nie wrócił, lecz skrwawionych bohaterów coraz mniej widziano. Ich miejsce zastąpiły gromady kupców liczących zawzięcie przychody na palcach. Mylił się jednak ten co sądził, że spokój na rzecznym gościńcu zawita. Bo synowie synów, jeszcze bardziej chciwością zarażeni, łapczywie na brzeg spojrzeli. I to był początek nieszczęścia.

Wkroczyli z mieczem i ogniem między lendy piaszczyste. Czego mogli od ubogich chłopów żądać?! Kaszy? Gardzili przecież takim jadłem. Zemsty? A któż by ich, gruboskórnych urazić zdołał. Co więc ich pożądliwy wzrok cennego wśród Słowian dojrzał?

Rychło wyszło, jakie to skarby dostrzegli. Kto ze słowiańskiej młodzieży zdrowszy i piękniejszy w powrozach miast skór na południe płynął. A odbicie ich rozpaczy razem z większą jeszcze masą srebra wracało. W niewolę brali bez litości i opamiętania.

W wilczych skórach zamiast zbroi, z dzikim rykiem zamiast ludzkiego języka i pianą na ustach wirowali pośród tych śmiałków, co im próbowali dać odpór. Nie było takiej rzeczy haniebnej, której by się nie dopuścili. Nie było takiej zbrodni, której byśmy nie byli radzi zapomnieć na zawsze...

Byliby wyniszczyli lud nasz do cna, gdyby nie odeszli. W tajemnicy. Tak samo bez przyczyny, jak się pojawili.

Gdy już niemal zniknęli, gdy pamięć ich bezeceństw niemal umarła, dopiero z zachodnich krain nazwa ich złą sławę dogoniła. Wikingowie! Dopiero rozpaczliwy krzyk ujarzmionego wschodu do nas dotarł. Waregowie! Dzieci Przymorzan do dziś, gdy je nocna mara w niewolę bierze w krzyku się budzą. Wilki!


Jest i u nas ślad po tej szalonej gromadzie wojów. Tak powiadają:

Jeden był wśród nas mędrak. Mieczysław. Ten rozum miał na usługach, a woli i siły także mu los nie poskąpił. Przejrzał zbójeckie szeregi na wylot, zobaczył ich przeznaczenie liche i rzekł do nich:

- Nauczycie nas miecza nim w śmierci znajdziecie ukojenie! Idą na nas ludy gorsze od was, bo trwalsze. Musicie nas nauczyć obrony przed najazdem! Najpierw sami drużynę utworzycie, która się na moje usługi odda. Razem tu państwo ustanowimy, które się obcym siłom oprze.

- Dlaczego mielibyśmy się tobie na usługi oddać? - zaśmiali się Wilkowie. - Co możesz nam w zamian dać, czego sami byśmy sobie wziąć nie mogli?

- A gdzie są wasze żony? Gdzie wasze dzieci? Gdzie domy i majętność trwała? Tylko do gwałtu jesteście zdolni! Wiatr was tu przygnał i wiatr wasze prochy rozniesie. Ja was mogę przed sromotą niepamięci obronić. Zamieszkacie wśród nas. Weźmiecie słowiańskie żony i nasze życie będziecie dzielić. Wasze dzieci i wnuki słowiańską mową będą władać i słowiańskim już mieczem.

- A cóż to my dziewek nie mamy? - zadziwili się Wilkowie nie pojmując przenikliwości Mieczysława. - Mało naszych bękartów się po wsiach pałęta? Albo jest jakaś błyskotka, która by tu naszą nie była?

- Żona kochająca to nie dziewka uległa - odrzekł pewnie książę Mieczysław. - Nieślubny potomek dzieła ojca nie podejmie, bo ojca nie zna i bez jego miłości kaleki! A świecidełka ulotne to nie skarby ponad czasem! Wy jesteście jak kur nad strzechą, którym wiatr jak chce obraca. My jak podwalina. Bez kura dom stać będzie szczęśliwie, a bez podstawy?

Ci z nich, którzy byli mądrzy posłuchali i po dziś dzień między nami żyją. I wołają dumnie:

- Jesteśmy Słowianie!


powrót do góry ---